Historia witrażu

. . .

 

Krótki zarys dziejów szkła i witrażu

        Zaczęło się dawno i niewinnie. Nie wiadomo dokładnie kiedy. Szkło było znane ludzkości od zarania dziejów, gdyż, choć rzadko, to w przyrodzie jednak występuje. Wystarczy trochę krzemowego piasku i odpowiednio wysoka temperatura, której może dostarczyć np. wulkan. Zapewne nasi mniej lub bardziej wyprostowani przodkowie znajdowali nieraz takie „samorodki”, stad też m.in. narodziło się określenie „gospodarka zbieracka”. 
        W wyniku rozwoju wytwórczości, najprawdopodobniej podczas wypalania ceramiki, zauważono, że znajdujący się na naczyniach i w samym piecu piasek daje ciekawe efekty szkliwienia - pojawiła się więc ceramika szkliwiona. Idąc za ciosem w wyniku wielowiekowych eksperymentów wypracowano technologię wytwarzania szkła. Najstarsze przedmioty ze szkła datowane są na ponad 9000 lat, jednak pierwsze wytwórnie przedmiotów szklanych powstały w Babilonii i w Egipcie około 3000 lat. p.n.e. Potem było już z górki.
        W czasach rzymskich zaczęto stosować barwienie szkła, pojawiło się też szkło dmuchane, którą to metodę stosuje się do dzisiaj. Rzymianie zaczęli też stosować szkło jako wypełnienia okienne oraz odkryli, że używając szkła, można fałszować kamienie szlachetne i biżuterię.
        Jednak to arabowie jako pierwsi zastosowali szkło jako wypełnienie okien w formie, która najbardziej kojarzy się w witrażem w obecnym rozumieniu. Arabscy rzemieślnicy stosowali kawałki szkła jako wypełnienie w misternie rzeźbionych gipsowych lub kamiennych ramach. Do powstania witrażu przyczyniły się też zapewne bizantyjskie mozaiki. Także w Europie okres ten nie był jednak stanem totalnej zapaści, skoro w VIII w. pojawia się nazwa, która z pewnymi zmianami przetrwała do dziś: „vitri factores” – wytwórcy szkła. Tak czy inaczej, w X w. sztuka produkcji szkła odżyła na nowo. Najstarsze witraże z X w. można oglądać w Reims we Francji oraz w Augsburgu (z 1050 r.) w Niemczech. Szczytowymi osiągnięciami sztuki witrażowej są okna w katedrach w Chartres w Canterbury. Monumentalne gotyckie okna nawet dziś robią ogromne wrażenie, mimo że możliwości techniczne średniowiecznych witrażystów były dość prymitywne. Dzielone za pomocą rozgrzanego żelaznego pręta lub sztaby tafle szkła były często malowane, wypalane i oprawiane w ołowiane profile, tworzące konstrukcję nośną ogromnych często okien. Tym większe należy się im uznanie.

        Głównym centrum średniowiecznego przemysłu szklarskiego była wówczas Wenecja, stąd znane do dziś określenie „szkło weneckie”. Warsztaty wytwarzające szkło były jednak dość kłopotliwe dla otoczenia, gdyż często stawały się źródłem pożarów, stąd też na początku XIV w. wytwórnie szkła zostały przeniesione z Wenecji na pobliską wyspę Murano. Wyspa i tajniki wytwarzania szkła były pilnie strzeżone jako poważne źródło dochodów Republiki Weneckiej. Mimo to produkcja szkła rozwijała się także w innych ośrodkach.

        W średniowieczu pojawiły się także pierwsze okulary, bardzo drogie, ekskluzywne – posiadaczem takich szkieł był brat Wilhelm, bohater „Imienia róży” Umberta Eco. W następnych wiekach coraz doskonalsze metody produkcji i coraz lepsza jakość szkła pozwoliły na konstrukcje coraz wymyślniejszych przyrządów optycznych – pojawią się lunety, teleskopy, mikroskopy. Technika wytwarzania szkła była ciągle doskonalona i rozwijana.

        W XIV w. znajomość tajników wytwarzania szkła trafiła do Polski, co nie znaczy że wcześniej nie stosowano u nas wyrobów szklanych i witraży sprowadzanych z zagranicy.

        Rozwój sztuki witrażowej został nieco zahamowany w XVI w. za sprawą reformacji. Surowi w obyczajach religijnych protestanci uznali je za zbytek, a krąg odbiorców witraży znacznie się skurczył – protestantyzm zapanował bowiem niemal w połowie Europy. Mimo to, bez względu na poglądy religijne doceniano właściwości użytkowe szkła. Rozwijała się technologia wytwarzania i przybywało ośrodków, w których je produkowano. Wróćmy jednak do witrażu. Do XIX w. niewiele się w tej materii zmieniło, choć zainteresowanie sztuką witrażu wzrosło. Przyczyniły się do tego m.in. prace Edwarda Burne Jonesa, czołowego przedstawiciela nutu prerafaelitów, który na nowo spopularyzował witraż.

         Kluczowe znaczenie dla sztuki witrażowej miał rok 1848. Urodził się wtedyLouis Comfort Tiffany, syn Charlesa Tiffanego, założyciela i właściciela firmy jubilerskiej Tiffany and Co. Zgodnie z oczekiwaniami ojca, Louis miał przejąć rodziną firmę, już wówczas jedną z najbardziej znanych firm jubilerskich. Ale jak to bywa, miał inne plany. Z wykształcenia malarz (i, jak się okazało, całkiem niezły), studiował chemię i techniki produkcji szkła, pracował jako dekorator wnętrz. Podróże po Europie i Bliskim Wschodzie odbiły się w całej jego twórczości. W 1879 r. wspólnie z trójką stylistów, malarzy i dekoratorów - Candace Wheeler, Samuelem Colmanem i Lockwoodem de Forest założył Louis Comfort Tiffany i Associated American Artists. Nowe przedsięwzięcie ruszyło z kopyta - klientami byli m.in. prezydent USA Chester A. Arthur oraz Mark Twain. Mimo pewnych sukcesów firma upadła. W 1885 r. Louis założył Tiffany Glass Company, przekształconą w 1902 r. w Tiffany Studios. Powstawały tam lampy, biżuteria, ceramika i najróżniejsze bibeloty. Jednak najbardziej znanym produktem Tiffany’ego były tzw. favrile - różnego rodzaju przedmioty wykonane ze szkła o specyficznej tęczowej powłoce i urozmaiconej fakturze. Każdy favril był indywidualnie projektowany i ręcznie wykonany, a przed opuszczeniem fabryki przechodził dokładną kontrolę samego Tiffany’ego. Produkty sygnowane nazwiskiem Tiffany’ego były wielokrotnie nagradzane, m.in. na wystawie światowej w Paryżu w 1900 r., i wysoko cenione, a styl Tiffany stał się w Ameryce odpowiednikiem europejskiej art nouveau albo, jak kto woli, secesji i wiodącym kierunkiem w sztuki amerykańskiej przełomu XIX i XX w. Wróćmy jednak do wkładu Tiffany’ego w sztukę witrażu. Opatentowana przez niego w 1895 r. technika konstruowania witraży polegała na owijaniu przylegających do siebie krawędzi kawałków szkła za pomocą miedzianej folii i spajaniu ich za pomocą cyny. Pozwoliło to na tworzenie delikatnych, finezyjnych, wieloelementowych witraży, a wynaleziona przez Edisona kilka lat wcześniej żarówka stworzyła nowe możliwości także w tej dziedzinie. Opracowana przez Louisa metoda umożliwiła wytwarzanie i komponowanie stosunkowo lekkich, wielobarwnych, niezwykle fantazyjnych kloszy do lamp. Metoda Tiffany’ego bardzo szybko się rozprzestrzeniła, także poza USA , i sprawiła, że witraż przestał być drogim, niedostępnym dla większości ludzi produktem. W latach dwudziestych popularność wyrobów Tiffany’ego gwałtownie spada, styl staje się synonimem kiczu. Tiffany umiera w zapomnieniu 17 stycznia 1933 r. Z czasem, po okresie zachwytów nad tworzywami sztucznymi, Tiffany ponownie zaczyna wracać do łask, muzea domy aukcyjne dumnie prezentują lub sprzedają (za bardzo przyzwoite pieniądze) jego dzieła i obecnie chyba już nikt nie ma wątpliwości, że wielkim artystą był.

        W Polsce witrażem zajmował się m.in. Stanisław Wyspiański, uważany za najwybitniejszego polskiego witrażystę, którego Bóg Ojciec w oknie w kościele franciszkanów w Krakowie uważany jest za jeden z najpiękniejszych witraży świata. Drugim w kolejności twórcą witraży jest Józef Mehoffer, który w wieku 27 lat wygrał konkurs na projekt witraży do katedry we Fryburgu w Szwajcarii, dystansując wielu znanych europejskich twórców i pracowni o wielowiekowej tradycji i dorobku. Wykonanie i instalacja tych witraży trwała od 1896 do 1936 r. Obecnie witraż wykonywany techniką Tiffany’ego ma się dobrze, a mam nadzieję że będzie miał się jeszcze lepiej. W Polsce do niedawna w powszechnej opinii witraż kojarzony był niemal wyłącznie za sztukę sakralną. Na szczęście w ostatnich latach to podejście ulega stopniowej zmianie i coraz częściej można zobaczyć go w prywatnych wnętrzach, w postaci przeszkleń, lamp, bibelotów itd.

 

 

polska baza stron