Tradycje i zwyczaje polskiej artylerii konnej

 

 Mariusz Panek

 

        Artyleria konna była, z uwagi na swe tradycyjne związki z kawalerią oraz poczucie własnej odrębności, bronią szczególną. „My konniki - pisał były oficer 14 DAK (dywizjonu artylerii konnej - przyp. red.), Stanisław Koszutski - uważaliśmy ją za «Królową Broni» i chcieliśmy ją rzeczywiście podciągnąć do takiego poziomu, aby to uznali wszyscy inni".

        I ci „inni", choć nie wszyscy, rzeczywiście to uznawali. „Należało do «fasonu» odbywać obowiązkową służbę wojskową w kawalerii. W powszechnej opinii był to elitarny rodzaj broni (...). Przydział do Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim miał «górną» lokatę, albowiem można tam było dostać się do baterii artylerii konnej, której «pozycja» przewyższała służbę w kawalerii - co niechętnie przyznawaliśmy " - wspominał Z. Janota-Bzowski.

        O artylerii konnej mówiono z przekąsem, że to nie artyleria, ale kawaleria co wozi ze sobą działa. Także sami artylerzyści konni uważali się za bliższych kawalerii niż innych rodzajów artylerii. Przejawiało się to m.in. w nazewnictwie stopni. Jeszcze w 1928 r. Dowództwo Okręgu Korpusu I zakazywało używania nazwy „wachmistrz" zamiast „ogniomistrz".

        „Konnicy" podkreślali specyficzność i od rębność swej broni. Byli z niej dumni. Po czucie i przekonanie, iż są wyjątkowi prowadziło w konsekwencji do poczucia odpowiedzialności, tak w utrzymaniu wysokiego poziomu wyszkolenia w czasie pokoju, jak i za ciętości oraz bohaterstwa w czasie wojny.

        Pielęgnowane w artylerii konnej poczucie odrębności było powodem ciągłych ataków na nią ze strony oficerów innych rodzajów artylerii. „Stanowicie odrębną klikę, separujecie się. Wasze tradycje to są tylko przesądy. Chcecie być bardziej kawalerzystami niż  artylerzystami" itd., itd. Major Tadeusz Popławski, oficer artylerii konnej pisał w 1928 r. - „Większość oficerów artylerii polowej i ciężkiej traktuje artylerzystów konnych bez ogródek wrogo, oficerowie kawalerii traktują ich obojętnie ".

        Szczególne rozdrażnienie i niechęć oficerów innych formacji artyleryjskich wywoływały wyróżniające artylerię konną tradycje i poczucie solidarności. Jeszcze większe oburzenie wywoływały pomysły sformowania, wzorem armii rosyjskiej, osobnego korpusu oficerów artylerii konnej. Potrzebę taką argumentowali artylerzyści konni wymogami i specyficznością służby w dywizjonach artylerii konnej (dak), koniecznością specjalizacji i odpowiedniej selekcji kadry oficerskiej „gwarantującej obecność w jej szeregach oraz dopływ do nich osobników o wysokim poziomie wyszkolenia artyleryjskiego, posiadających wielką sprężystość moralną i fizyczną, a co najważniejsze - odznaczających się zamiłowaniem do swego rodzaju broni".

        Wypada w tym miejscu zgodzić się z opiniami przeciwników formowania oddzielnego korpusu oficerskiego artylerii konnej. „Rów nie dobrze można by - zdaniem oponentów - utworzyć osobne korpusy oficerów artylerii ciężkiej, polowej itd. Działania tych formacji miały podobnie jak w artylerii konnej także swój odrębny temperament".

        Co do zasad doboru korpusu oficerskiego rosyjskiej artylerii konnej to doświadczenia I wojny światowej nie wykazały jej wyższości nad innymi rodzajami artylerii. Co więcej, rosyjski vox populi przekazał powiedzenie o artylerzystach, którym przeszkadzają działa.

        Trzeba przyznać także pewne racje artylerzystom konnym. Częste przenoszenie oficerów artylerii konnej do innych rodzajów artylerii i odwrotnie, odbijało się ujemnie, przy najmniej przez jakiś czas, na ogólnym poziomie wyszkolenia dywizjonów.

       Faktem jest, że służba w artylerii polowej ciężkiej, przeciwlotniczej czy konnej wymagała pewnej specjalizacji oficera. Nie była to jednak przeszkoda nie do pokonania. „Oczy wiście pod warunkiem, że nowo przydzielone mu oficerowi ułatwi się zapoznanie z właściwościami artylerii konnej zamiast zniechęcać go z góry powiedzeniem, a jeszcze gorzej silnym przekonaniem w rodzaju: «pan jest Z artylerii ciężkiej - cóż z pana może być za artylerzysta konny»".

        Było w tym wiele racji, bowiem korpus oficerski dak, oczywiście nieformalnie, dzielił się na kilka kategorii „szacunku". Pisze o tym S. Koszutski: „Naprzód szli oficerowie 100% pochodzenia, tj. ci którzy nigdy w innej broni nie służyli, jak tylko «od urodzenia» w konnej artylerii, w niej zaczynając swą karierę od szkoły podchorążych.

        Drugą kategorię stanowili przeniesieni do DAK z artylerii polowej lub ciężkiej, po dwu latach służby w dywizjonie i ci, którzy otrzymali odznakę konnej artylerii. Długo jednak wymawiano im ich niefortunną przeszłość. Tak długo, aż duszą i ciałem przylgnęli do czarno-amarantowego proporczyka.

        Trzecią kategorią było wszystko co pozo stawało, tj. świeżo przydzieleni z innych broni, plus lekarze, weterynarze, intendenci itp."

        Podziały te niewątpliwie zniechęcały wielu oficerów do służby w dak.

       Tego rodzaju metody miały jednak swoje, patrząc z głębszej perspektywy, zalety. Cytowany już S. Koszutski pisze dalej „Tego rodzaju zwyczaje przeszły nieledwie w system i sprawiały to, że w ciągu kilku lat albo odpadali z oddziału ci, którzy nie mogli lub nie chcieli się z nim pogodzić, uważając go za głupi, szowinistyczny lub uwłaczający godności osobistej, albo pozostawali stając się całą duszą zaciętymi konnikami. Korpus oficerski zwierał się dookoła idei Konnej Artylerii, która stawała się czymś w rodzaju świętości, dla której żyło się całym jestestwem. Konna Artyleria była przed rodziną czy kochanką. Zdarzały się wypadki samobójstwa oficerów przeniesionych do artylerii lekkiej czy ciężkiej".

        W celu uniknięcia przeniesienia lub cofnięcia wydanego już rozkazu uciekano się niekiedy do różnych metod. I tak ppłk Adam Sielicki, dowódca 14 DAK, zagrożony prze niesieniem do artylerii polowej, posunął się do swoistego szantażu wobec ministra spraw wojskowych. Wystosował on do MSWojsk. list, który, ze względu na wielce oryginalną formę i treść przytoczę za Koszutskim w całości: „Do ciebie Panie Ministrze piszę list. Służył Sielicki wiernie wojsku i Panu Prezydentowi. Był kiedyś lotczykiem i w inżynierskich batalionach, a w wojsku polskim w artylerii wojnę robiłem. Teraz w Konniu Artyłerju papał. W «pizosy» Sielicki nie pajdiot. Proszę Panie Ministrze zmienić ten rozkaz personalny, a jak nie, to odsyłam panu Prezy dentowi moje ordery i moją kozacką szablę, bo w pizosy Sielicki nie pajdiot".

        Jak już wspomniano, artyleria konna była pod względem zwyczajów i odrębności bardzo związana z kawalerią. Oficerów, podoficerów i szeregowych artylerii konnej obowiązywały wysokie wymagania służbowe, towarzyskie i szkoleniowe. Podobnie „cukano" wszystkich nowo przyjętych, bez względu na stopień i wykształcenie, urabiano i kształtowano na modłę obowiązującą w artylerii konnej lub w określonym dywizjonie.

        „Młody oficer od pierwszego dnia przy działu do dywizjonu był wychowywany w duchu tradycji, zwyczajów i miłości swej broni. Służba była twarda. Często młody podporucznik, świeżo przybyły z Oficerskiej Szkoły Ar tylerii płakał po nocach będąc cukany nieledwie za każde odchylenie lub fałszywy krok. Cukano za źle oczyszczone buty, za wypicie lub nie wypicie kieliszka wódki, za słabą komendę, za niezrozumienie sygnału trąbki, za złą postawę na koniu, czy za brak dowcipu. Cukano go tak długo aż nieszczęsny podporucznik zrozumiał, że jest ostatnim stworem dyonu, niższym od rekruta i zołzowatego konia. Przez dwa lata musiał właściwie zrezygnować z prywatnego życia na rzecz oddziału".

        Czytając dziś o tych obyczajach, można zadać sobie pytanie, dlaczego to robiono. Biorąc pod uwagę liczne podobieństwa artylerii konnej i kawalerii, można przytoczyć odnoszącą się do tej ostatniej uwagę Lesława Kukawskiego - „Praktycznym skutkiem było wy tworzenie się wielkiej spoistości kawalerii. Spoistość, którą niektórzy określali jako po chodzącą od instynktu końskiego (...). Instynkt ten każe tabunowi po rozproszeniu się, dążyć do ponownego, jak najprędszego połączenia. (...). Rodziło to przymioty w wojsku najcenniejsze: poczucie przynależności do takiego rodzaju broni, który zobowiązuje do szczególnego męstwa w boju, koleżeństwa żołnierskiego, zwartości w walce. Poczucie odrębności i inności wyrosłe na tradycjach i zwyczajach rozwijało ducha bojowego, umacniało wolę walki (...). Kawalerzyści wychowani na tradycjach, zwyczajach i obyczajach kawalerii mieli w czasie II wojny światowej wiarę w niezawodność swej broni, nie wątpili w zwycięstwo nad wrogiem, odznaczali się posłuszeństwem wobec dowódców. Dyscyplinę wewnętrzną utrzymywali wspaniałą. Przywiązanie do swych pułków i oddziałów wykazywali zaiste wzruszające". Uwagi te śmiało można od nieść także do artylerii konnej.

        Oprócz nieformalnych zwyczajów i odrębności posiadała także oficjalną „ideologię".

Oto ona:

„Artyleria konna łączy przednie cnoty jazdy z kunsztem artylerji. Poczynania jej rodzą się z gorącego patrjotyzmu i bezgranicznego poświęcenia sprawom Ojczyzny wszystkich artylerzystów konnych, których hasłem w czasie wojny jest bronić do ostatka sił wolności i nienaruszalności granic Rzeczypospolitej, a w czasie pokoju przodować w pracy.

 

Tradycje bojowe:

«Honor i Ojczyzna» hasłem naszem, szyb kość i brawura - podstawą działań.

Pierwsi w natarciu - ostatni w obronie.

Inicjatywa, pomysłowość i skuteczność działania - to regulamin bojowy konnych bateryj.

Pielęgnowanie tradycji działań gen. Bema - przykazaniem naszem.

 

Tradycje pokojowe:

Ukochanie' własnej broni i przywiązanie do oddziału - cechuje pracę i każde poczynanie artylerzysty konnego. Nie ma dla nas «obcych» dywizjonów - wszystkie są «naszymi» i wszystkie jednakowo są nam drogie.

Nie ma wśród nas konkurencji - jest tylko szlachetne współzawodnictwo. Święto artylerii konnej, tablica poległych, odznaka pamiątkowa i marsz artylerii konnej - to wyrazy zewnętrznej naszej jedności.

 

 Koleżeńskie:

Wszyscy w artylerii konnej tworzymy jedną rodzinę. 

Przy każdej sposobności zapoznajemy się, a młodszy ma obowiązek niezwłocznego przedstawienia się starszemu.

Przybywając do miejscowości, gdzie stacjonuje artyleria konna - pierwszą wizytą jest zameldowanie się w dowództwie oddziału i odwiedzenie kolegów.

Radości i smutki dzielimy wspólnie. O ważniejszych wydarzeniach dywizjon po wiadamia niezwłocznie wszystkie inne dywiz jony, a te spieszą Z nadesłaniem życzeń względnie wyrazów współczucia.

Wspieramy się zawsze moralnie, a w potrzebie i materjalnie"

 

        Uzupełnieniem tych zasad były ujęte w poetycką formę „Przykazania Artylerzysty Konnego" autorstwa Artura Oppmana (Or-Ota):

 

„Związani krwią i sławą towarzysze dozgonni, są, jak rodzeni bracia,

artylerzyści konni.

Każdemu, co w twej broni wędruje polskim światem,

    artylerzysto konny, bądź mu najbliższym bratem.

Z któregoś dywizjonu i z którejś jest baterii, Pamiętaj, żeś ty druh nasz,

syn konnej artylerji.

Cześć oddaj swoim kolegom, tym, co są i, co byli,

Co krew dla Polski leli i życia nie skąpili.

Nie pozwól kamratowi trwać w biedzie i w nie doli,

artylerzysta konny śmierć od poniżeń woli.

Każdego zgon kolego uczcij, rzuć kwiat pamięci, tak konna artylerja

 i twoją śmierć uświęci.

Artylerzysto konny, tyś symbol jest zwycięstwa, na kark polskiego wroga

spadaj, jak piorun męstwa.

Poryw twój to natchnienie, jak wieszcza pieśń poety,

Jak grom druzgotaj wraże armaty i bagnety!

Uszanuj wszystkie bronie, lecz swoją ceń naj wyżej,

i bądź, jak geniusz, lotny, jak wicher bojowy chyży 

Są może tobie równi, lepszego nad cię nie ma, tak myśl, tak działaj

w imię patrona twego, Bema ".

 

        Artyleria konna posiadała własny, typowy dla niej esprit du corps, ukształtowany z połączenia tradycji artylerii konnej Księstwa Warszawskiego, Królestwa Polskiego, rosyjskich baterii artylerii konnej, z których wywodziła się znaczna część kadry, oraz zwyczajów i od rębności ukształtowanych w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Tradycje te prze jawiały się w symbolice oznak, barwach, kry teriach doboru patronów dak.

        Obok tych ogólnie obowiązujących w artylerii konnej tradycji i zasad, funkcjonowały także specyficzne dla poszczególnych dywiz jonów, przede wszystkim tych o bogatej przeszłości bojowej, zwyczaje i odrębności.

         Oficerów artylerii konnej obowiązywały ponadto także ogólnowojskowe zasady zachowania i postępowania. Przepisy te obejmowały różne dziedziny życia, np. zachowanie w miejscach publicznych, w podróży, w czasie zakupów etc.

        L. Kukawski pisze: „Obowiązywał on (tj. kodeks zachowania i postępowania - MP) cały korpus oficerski we wszystkich rodzajach broni, ale w kawalerii był on przestrzegany szczególnie skrupulatnie. Do tego zobowiązywał mundur kawalerzysty". Można to, jak sądzę, odnieść także do artylerii konnej.

        Jakie były efekty pielęgnowania tradycji i wychowania w artylerii konnej, można było zobaczyć w 1939 r. „pod wsiami Miedz- no-Mokre, gdy baterie 2 DAK wspierając bratnie pułki Wołyńskiej Brygady Kawalerii - odpierały ogniem na wprost jedno za drugim natarcia niemieckich czołgów, aż legła całkowicie wybita 3 bateria i z 12 dział dywiz jonu - pięć zaledwie zostało zdolnych do strzelania. Kiedy ten sam dywizjon 5 dział liczący zagrodził drogę niemieckiemu natarciu w dniu 8 września pod Cyrusową Wolą i walcząc samotnie w lesie osłaniał oderwanie się pułków Kawalerii. Tam zginął ostatni dowódca baterii. Przed wyruszeniem ataku nie mieckiego powiedział on: «Będziemy osłaniać naszymi lufami naszych towarzyszy - jak Bem pod Ostrołęką. Nikt bez rozkazu nie zejdzie ze stanowiska».

        Dla konno-artyleryjskiego fasonu w dniu 13 września pod Mińskiem Mazowieckim, dowódca tegoż 2 DAK wraz z adjutantem, w ogniu karabinów maszynowych, kierowali ogniem resztek swojego i 10 DAK. A 27 września, wystrzeliwszy ostatnie pociski 9 DAK stępem odchodził flankowany ogniem bolszewickich czołgów..., bo w konnej artylerii nie ma paniki...

         Czarno-czerwony proporczyk był nie oznaką, ale symbolem tego «zakonu», jak często Konną Artylerię nazywano. Zaszczyt noszenia go na kołnierzu munduru obowiązywał do wielu rzeczy".

         Nieodłączny elementem tradycji i historii artylerii konnej, podobnie jak i innych formacji i oddziałów WP, były święta i uroczystości pułkowe. Święta te z reguły ustanawiano dla upamiętnienia doniosłych, związanych z historią oddziału wydarzeń; takich jak data powstania jednostki czy ważniejszej bitwy, w której brała udział.

       Najważniejszym, wspólnym dla całej artylerii konnej wydarzeniem były przypadające na dzień 3 sierpnia obchody Święta Artylerii Konnej. Data święta została ustalona dla upamiętnienia dokonanej 3 sierpnia 1921 r. w Górze Kalwarii dekoracji orderem Virtuti Militari 133 oficerów i szeregowych ze wszystkich dywizjonów artylerii konnej. Był to bodajże jedyny przypadek zgromadzenia w jednym miejscu i czasie żołnierzy jednej formacji i odznaczenia ich przez Naczelnego Wodza marszałka Józefa Piłsudskiego. W miejscu dokonania dekoracji, na błoniach w Górze Kalwarii, został ufundowany i wy stawiony pomnik.

W dniu tym corocznie odprawiane było w Kościele garnizonowym w Warszawie uro czyste nabożeństwo żałobne za artylerzystów konnych poległych w czasie walk o niepodległość Ojczyzny i zmarłych w czasie pokoju. Na nabożeństwo zjeżdżali przedstawiciele po szczególnych dak „by oddać hołd i cześć tym, co tycie swe w ofierze Ojczyźnie złożyli. W tym dniu wszyscy obecni w Warszawie artyłerzyści konni zbierali się na wspólny obiad, aby w miłej koleżeńskiej biesiadzie podzielić się wrażeniami z ubiegłej wojny i szarego codziennego życia".

         We wszystkich dak w dniu 3 sierpnia były organizowane odczyty i pogadanki o święcie i przeszłości dywizjonu.

        Z powodu ćwiczeń i manewrów letnich obchody święta były przenoszone z reguły na pierwsze dni października. Wtedy też odbywały się okolicznościowe uroczystości, zawody sportowe, imprezy towarzyskie etc.

        Najbardziej efektowny program przygotowano w 1928 r. z okazji obchodów 10-lecia artylerii konnej. Z nieco mniejszym rozmachem organizowano kolejne „okrągłe" rocznice: 15- i 20-lecia artylerii konnej - w 1933 i 1938 r.

        Staraniem Komitetu Obchodu 10-lecia Artylerii Konnej wydano broszurę „10-lecie istnienia artylerii konnej (1918-1928)" opracowaną przez T. Popławskiego i J. Boguskiego (Warszawa 1928) oraz okolicznościowy album „10-lecie artylerii konnej" (Warszawa 1928) z fotografiami obrazującymi dzieje artylerii konnej minionych 10 lat oraz przed stawiającymi oficerów dak.

       Oprócz tego święta każdy dywizjon miał swoje własne uroczystości i święta. Daty świąt pułkowych były każdorazowo zatwierdzane i ogłaszane w Dzienniku Rozkazów MSWojsk. i nie mogły, poza wyjątkowymi wypadkami i za zgodą MSWojsk., ulegać zmianom.

- 1  DAK im. gen. Bema - 19 III - dzień imienin patrona, po raz pierwszy obchodzony w 1922 r., w 1936 r. data święta została przesunięta na 20 IV.

-  2 DAK im. gen. Józefa Sowińskiego - 1 IX - dzień powstania 2 DAK (1 IX 1919 r.).

- 3 DAK im. płk. Włodzimierza Potockiego - 4 V - rocznica połączenia 1 i 2 baterii w czerwcu 1920.

- 4 DAK - 24 V - rocznica dekoracji w 1922 r. 1 baterii 4 DAK orderem Virtuti Militari.

- 5   DAK- 16 VI.

- 6  DAK im. gen. Romana Sołtyka - 13 VIII -  rocznica bitwy pod Radziechowem i śmierć^ dowódcy 2 baterii 6 DAK, kpt. Adama Petrażyckiego.

- 7  DAK - 2 VI - rocznica walk w rejonie Kijowa (1920).

- 8  DAK (wojenny 9 DAK) przemianowany w 1927 r. na 14 DAK - 12 VII.

- 9 DAK (wojenny 8 DAK) - 23 VIII - data połączenia w 1920 r. 1 i 2 baterii. W 1932 r. data święta została przesunięta na 20 X. W Rodowodach artylerii konnej Wojska Polskiego podano jako datę święta 9 DAK 12 X. Można przypuszczać, że datę wybrano ze względu na przypadającą na 12 X rocznicę bitwy pod Krasnogórką (12 X) i Rudnią Baranowicką (12/13 X 1920 r.).

- 10  DAK -15 IX - rocznica zdobycia Chodorowa i Sejn (1919/1920).

- 11  DAK - 8 VI - data przybycia w czerwcu 1924 r. 1 baterii 11 DAK przemianowanej z 3 baterii 4 DAK.

- 12   DAK - 26 V - data sformowania 12 DAK.

- 13    DAK - 7 VI - rocznica przybycia 1 baterii 13 DAK przemianowanej z 2 baterii 5 DAK.

        W pierwszych latach niepodległości punktem honoru każdej jednostki WP było posiadanie honorowego szefa patrona lub szefa oddziału. Różnica między tymi bardzo podobnie brzmiącymi terminami polegała na tym, że szefostwo honorowe sprawowała postać historyczna wybrana przez korpus oficerski oddziału, natomiast szefem była osoba żyjąca, np. szefem 1 pułku szwoleżerów był sam marszałek Józef Piłsudski.

        W przypadku dywizjonu artylerii konnej możemy mówić tylko o pierwszej ze wspomnianych we wstępie kategorii szefostw, tj. o szefostwach honorowych. Patronami byli we wszystkich czterech przypadkach wybitni dowódcy i organizatorzy artylerii konnej z okresu Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego.

        Pierwszym dywizjonem artylerii konnej, który rozpoczął starania o nadanie szefostwa, uwieńczone sukcesem, był 1 DAK z Warszawy. Oficerowie dywizjonu, uważając gen. Józefa Bema za duchowego patrona artylerii konnej, uzyskali na początku lat 20-tych zezwolenie władz wojskowych na obchodzenie swego święta dywizjonowego w dniu św. Józefa, tj. 19 marca. Po raz pierwszy uroczystość tę obchodzono w 1922 r.

        Ostatecznie w wyniku zabiegów dowództwa dywizjonu, w 1926 r. minister spraw wojskowych marszałek Józef Piłsudski nadał 1   DAK imię gen. Bema. Rozkaz pomijał imię patrona. Nie sposób dziś ustalić, czy stało się tak za sprawą niezbyt precyzyjnie sformułowanego wniosku, czy też przez przeoczenie popełnione w MSWojsk. Mimo tego, w wydanym miesiąc później rozkazie zatwierdzają cym inicjały na naramienniki, a właściwie oznakę na naramienniki dla I DAK im. gen. Bema, znalazły się pierwsze litery tak imienia, jak i nazwiska generała. „I.B." Co ciekawe, zamiast „J" jak Józef, w zatwierdzonej oznace naramiennej pojawiło się „I". Komu lub czemu przypisać to oczywiste niedopełnienie pozostanie chyba tajemnicą. Wkrótce potem, zapewne w związku z otrzymaniem przez 1 DAK patrona, zajmowane przez dywizjon od 1923 r. koszary przy ul. 29 Listopada w Warszawie otrzymały nazwę „Ko szary im. gen. J. Bema". Tym razem rozkaz podawał w poprawnej formie zarówno imię, jak i nazwisko patrona.

        Dzień imienin honorowego szefa dywizjo nu był obchodzony bardzo uroczyście, tak przed oficjalnym zatwierdzeniem patrona, jak i tym bardziej w latach następnych. Przez 11 lat 1 DAK im. gen. Bema był jedynym spośród oddziałów artylerii konnej mogącym po szczycić się posiadaniem honorowego szefa. W 1937 r. prawo posiadania patrona rozciągnięto na 6 DAK ze Stanisławowa, któremu rozkazem MSWojsk. nadano imię gen. Roma na Sołtyka. W tym samym roku, w grudniu 1937 r. szefostwo honorowe otrzymał 2 DAK z Dubna, który odtąd nosił nazwę „2 DAK im. gen. Józefa Sowińskiego". Jako ostatni otrzymał patrona 3 DAK z Wilna, który do kwietnia 1938 r. miał prawo nosić nazwę „3 Lubelski DAK im. płk. Włodzimierza Potockiego". Rozkaz nadający 3 DAK imię płk. W. Potockiego wnosił też nowy dodatkowy element do nazwy dywizjonu. Otóż dla podkreślenia związków łączących dywizjon z Lublinem, w którym w początkach listopada 1918 r. rozpoczęto organizację baterii konnej, późniejszej 3 baterii konnej, która dała początek 3 DAK, oddziałowi przyznano prawo używania nazwy „Lubelski".

        Związki oddziału z regionem, w którym został sformowany podkreślano także w 7 DAK z Poznania. Zorganizowany w marcu 1919 r. w ramach Wojsk Wielkopolskich 1 Dywizjon Artylerii Konnej Wielkopolskiej, z dniem 5 lutego został przemianowany na 7 DAK Wielkopolski i nosił tę nazwę do końca swego istnienia w 1939 r.

        Także od nazw miejscowych pochodzą określenia stosowane wobec dwóch baterii artylerii konnych: 5 konnej baterii „Obrony Lwowa" i konnej baterii „Krakusów".

        W czasie walk z Ukraińcami o Lwów w listopadzie 1918 r., na pomoc zagrożonemu miastu z całej Polski spieszyli ochotnicy. Wówczas to powstał w Warszawie oddział jazdy pod nazwą „Obrony Lwowa". W trakcie walk pod Lwowem kawaleria dotkliwie odczuwała brak artylerii. W związku z tym 3 szwadron „Odsieczy Lwowa" został przemianowany na baterię konną. Już po powrocie do Warszawy rozkazem Generalnego Inspektora Artylerii, z dniem 15 kwietnia 1919 r. oddziały ochotnicze biorące udział w walkach o Lwów otrzymały specjalną nazwę „Odsieczy Lwowa" i zostały wcielone do armii regularnej. Z oddziałów artylerii rozlokowanych w Warszawie i Radomiu utworzono baterię konną pod nazwą „Bateria artylerii konnej nr 5 «Odsieczy Lwowa»". W 1919 r. bateria została przemianowana na 1 baterię 4 DAK.

        W marcu 1919 r. przy grupie operacyjnej „Kowel" utworzona została bateria artylerii konnej znana pod nieoficjalną nazwą „Wołyńskiej konnej baterii", a od maja tegoż roku, także nieoficjalnie nazywanej „Baterią konną grupy gen. Bobińskiego". W lipcu 1920 r. w Krakowie z baterii zapasowej 6 pap sformowana została tzw. bateria „Krakusów", późniejsza 1 bateria 9 DAK.

        Wymienione nazwy baterii używane były przejściowo, na ogół przez dość krótki okres dzielący datę ich powstania od włączenia oddziału w skład dywizjonu jako baterii o nu merach porządkowych. W latach później szych nazwy te nie były używane, choć wyda je się prawdopodobne, iż w poszczególnych dak-ach nawiązywano do ich tradycji.

 

   Literatura: 

L. Dunin-Wolski, Szczegółowe i uzupełniające wiadomości z życia artylerii konnej, „Artylerzysta konny", 1956, nr 35.

J. Kirchmayer, Artyleria konna a inne rodzaje artylerii, „Przegląd Artyleryjski", 1928, nr 5.

S. Koszutski, Wspomnienia z różnych pobojowisk, Londyn 1972.

C. Leżeński, L. Kukawski, O kawalerii polskiej XX wieku, Wrocław 1991.

T. Popławski, Czy nasi przeciwnicy mają rację, „Przegląd Kawaleryjski", 1928, nr 4.

Przykazania Artyierzysty Konnego, Warszawa 1937, ze zbiorów MWP, nr inw. 13521.

J. Radomski, Święta jednostek i od działów Wojska Polskiego w okresie mię dzywojennym, WIH 1/3/179.

 

 Wojsko i Wychowanie, 5/2000