Wykonał to Bem samodzielnie

 

 

Bitwa pod Ostrołęką.  

 

Mariusz Panek

 

   W dziejach powstania listopadowego bitwa pod Ostrołęką sta nowiła, przynajmniej w sensie mo ralnym, punkt przełomowy.

        Jednym z najbardziej znanych epizo dów stoczonej 26 maja 1831 r. pod Ostrołęką bitwy była brawurowa, do skonale zaplanowana i przeprowadzo na szarża 4 lekkokonnej baterii ppłk. Józefa Bema. W boju tym artyleria kon na wykazała prędkość, zwrotność, szybkość otwarcia ognia, czyli wszystkie cechy, jakie powinna posiadać artyleria, której zadaniem jest współdziałanie ! i wspieranie kawalerii. Przeprowadzona w końcowej fazie bitwy szarża prze szła do legendy i na trwałe wpisała się do dziejów wojskowości polskiej.

 

Bem - obcy i nieznany

        Rodowód baterii sięga początków Kró lestwa Polskiego. I lutego 1831 r. we szła w skład 3 dywizji rezerwowej ja zdy gen. Tomasza Łubieńskiego i 18 lu bego pod Kobiernem przeszła chrzest bojowy. W dniu następnym sześć dział baterii wzięło udział w bitwie pod Wa- wrem, a 25 lutego cała bateria - w bi twie grochowskiej. W marcu 1831 r. dowództwo baterii, w miejsce rannego pod Grochowem ppłk. Chorzewskiego, objął mjr Józef Bem. Nowy dowódca „bardzo zimno przez oficerów i szere gi przyjętym został. Większa część ofi cerów nie znała go, a zresztą - wspo mina Stanisław Jabłonowski - przyzwy czajeni byliśmy, że wszyscy oficerowie z szeregu naszego awansowali... przy kro nam było, że Bem. obcy i... nikomu nie znany z boku przyszedł nami dowodzić”.

        Były także nieco inne powody niechęci – otóżawans i dowództwo major Bem zawdzięczał protekcji ówczesnego naczelnego wodza gen. Michała Radziwiłła, z którym znał się jeszcze z czasów służby w armii Księstwa Warszawskiego.

        10 kwietnia bateria wzięła między innymi udział w potyczkach pod Wodyniem i Iganiami, a 13 kwietnia cztery działa baterii pod dowództwem por. Stanisława Jabłonowskiego walczyły pod Liwem.

 

Zmylić przeciwnika.

         W kwietniu, mimo całej niechęci na czelnego wodza, którym w międzycza sie został gen. Skrzynecki, do działań zaczepnych, rozpoczęto przygotowania do wyprawy na liczące około 23 tysię cy żołnierzy oddziały gwardii rosyjskiej, stojące między Narwią i Bugiem. Dowodzona przez brata wielkiego księcia Michała Pawłowicza gwardia stała w pewnym oddaleniu od rozloko wanych na wschód od Kostrzynia głów nych sił rosyjskich feldmarszałka Iwa na Dybicza i pozostawała z nimi jedy nie w luźnej łączności. Autor planu wy prawy gen. Ignacy Prądzyński zakładał zaskoczenie przeciwnika i rozbicie eli tarnych jednostek rosyjskich, zanim nadciągną główne siły nieprzyjaciela. W przypadku powodzenia operacji ar mia polska zyskałaby przewagę opera cyjną, nie mówiąc już o skutkach pro­pagandowych.

        12 maja wieczorem oddziały polskie z zachowaniem wszelkiej ostrożności, by nie zdradzać przedwcześnie kierun ku planowanych działań, rozpoczęły marsz w stronę wyznaczonych pod Ze grzem i Serockiem pozycji wyjścio wych. W sumie siły polskie liczyły oko ło 30 tysięcy żołnierzy. 4 lekkokonna bateria wzięła udział w wyprawie, wchodząc w skład dywi zji rezerwowej jazdy gen. Kazimierza Skarżyńskiego. Brala udział w bitwach pod Przetyczą (16 maja). Rudkami (20 maja), Tykocinem (21 maja). Chcąc odwrócić uwagę Dybicza od rzeczywistego kierunku operacji, prze prowadzono działania pozorujące w kierunku na Siedlce. 19 maja rosyjski feldmarszałek w przekonaniu, że ma do czynienia z głównymi siłami po wstańczymi, uderzył na oddziały gen. Jana Umińskiego i zmusiwszy go do zaniechania planu „zdobycia" Siedlec, wycofał się w kierunku Kałuszyna. W wyniku świetnie przeprowadzonej operacji większość sił rosyjskich została wymanewrowana z głównego kierunku przewidywanych działań Polaków.

 

Generał zniweczył szanse

        Początek wyprawy przebiegał zgod nie z planem. O ostatecznym powodze niu decydowała teraz szybkość działa nia sił polskich, zanim Rosjanie zorien tują się, że zostali wyprowadzeni w po le. Początek natarcia wyznaczono na 18 maja. Szansę na powodzenie wyprawy zniweczył sam wódz naczelny gen. Skrzynecki, który przez trzydzieści sześć godzin wstrzymywał działania „pod pretekstem, że gdzieś tam, o kil ka mil z boku, w Ostrołęce, kilka bata lionów piechoty pozostało". Na domiar złego 20 maja generał stracił kontakt z własnymi wojskami... bo zaspał!

        Ta zwłoka w wykonaniu dobrego pla nu dała Rosjanom wystarczająco dużo czasu, by zorientowali się w sytuacji i unikając bitwy, rozpoczęli odwrót w kierunku oddziałów Dybicza.

        Tymczasem Skrzynecki, obawiając się. że zostanie oskarżony o zmarnowanie szansy rozgromienia nieprzyjaciela, podjął fatalną decyzję ścigania ucho dzącej gwardii. Jego spóźniony zapał bojowy nie mógł już jednak naprawić wcześniejszych błędów. Gwardia zdołał bez większych przeszkód połączyć się z głównymi siłami Dybicza. 

        W pościgu za gwardią wzięła udział wchodząca w skład dywizji rezerwowej jazdy gen. Kazimierza Skarżyńskiego 4 lekkokonna bateria.

 

Kierunek: Ostrołęka

        23 maja, stoczywszy kilka bitew i po tyczek. Polacy rozpoczęli odwrót w kie runku leżącej na wschodnich krańcach ówczesnego województwa płockiego Ostrołęki - małego miasteczka nad Na rwią. Po przejściu przez dwa ostrołęc kie mosty Skrzynecki, przekonany, że Rosjanie są jeszcze daleko, zarządził postój i odpoczynek wyczerpanych od działów. Wojsko rozlokowało się w okolicznych wsiach, po obu stronach rzeki. Podczas postoju pod Ostrołęką prawdopodobnie na polecenie gen. Skrzyneckiego odesłano do Różana am bulanse i amunicję. Krótko mówiąc, wojsko zostało jedynie z podręcznymi zapasami kul i prochu. W ten „sprytny" sposób gen. Skrzy necki chciał się prawdopodobnie zabez pieczyć przed ewentualnymi planami i pomysłami gen. I. Prądzyńskiego.

        Tymczasem wbrew rachubom polskie go wodza wojska rosyjskie pospiesznie maszerowały w kierunku Ostrołęki. 26 maja feldmarszałek Dybicz, nie czekając na nadejście pozostałych sił, uderzył na pozostające na lewym brze gu Narwi oddziały korpusu gen. Łu bieńskiego. Atak Rosjan zaskoczył Skrzyneckiego, który „stracił głowę... miotał się w pośpiechu i zdenerwowa niu". Na domiar złego wydał, jak się wkrótce okazało, bezsensowny, a brze mienny w skutki rozkaz obrony Ostro łęki za wszelką cenę.

 

W krzyżowym ogniu

        W bezcelowej obronie miasteczka wy krwawiły się doborowe oddziały po wstańcze, a samo miasto niemal do szczętnie spłonęło. Otrzymawszy wreszcie rozkaz opuszczenia bronio nych pozycji, wycofująca się piechota polska próbowała zniszczyć mosty, jed nak rosyjski ogień artylerii z lewego wy sokiego brzegu Narwi skutecznie to uniemożliwił. Rosjanie opanowali prze prawy i zaczęli przechodzić na prawy brzeg rzeki. Skrzynecki, chcąc za wszel ką cenę uniknąć bitwy, dążył do wypar cia Rosjan za rzekę i zniszczenia mo stów. Nie mając planu działania, wysy łał do walki pojedyncze bataliony, puł ki i w końcu brygady, dziesiątkowane przez rosyjską artylerię. Co gorsza, stra cił kontrolę nad przebiegiem bitwy i w okropnej egzaltacji cwałował od końca do końca bojowiska wołając: Naprzód Rybiński! Naprzód Małachowski! Na przód. kto żyje!".

        Sam Skrzynecki w piśmie do Rządu Narodowego tak pisał o bitwie: „Nie przyjaciel tłumnie swoje masy przez most przeprawiać zaczął, a liczna artyleria, rozstawiona wzdłuż Narwi, po obydwóch stronach miasta, krzyżowym ogniem utrudzała zepchnięcie ich do rzeki.od godziny 11 z rana przeniosła się na prawy brzeg Narwi. Pokilkokroć nieprzyjaciel nas odeprzeć i zyskać miejsca dla do rozwinięcia licznych zastępów swoich, lecz zawsze bagnetem zepchnięty aż za groblę, która go chroniła i do mostu, którego jednak zbyt liczna artyleria i piechota, rażąca ogniem krzyżowymz brzegu przeciwnego, zdobyć nie dozwalała. Cały dzień usiłowania nieprzyjacielskie z natężeniem były, ataki jednak naszej piechoty... zawsze zniweczyły ich zapędy a szarże pułków 1-go, 3-gio, 5-go ułanów, wykonywane z największą naterczywością lubo dla błotnistego miejsca nie rozbiły zupełnie kolumn nieprzyjacielskich, spędzały ich jednak za każdą razą  i nie dozwalały posuwania się naprzód. Artyleria nieprzyjacielska, bezpieczna za Narwią, nie przestawała sypać na nas pocisków wszelkiego rodzaju. Lecz na moment nie ustąpiliśmy placu bitwy”.

 

Bem wyjechał przed baterię

        Wieczorem około godz. 19 przez most na Narwi przejechał na prawy brzeg w asyście licznego sztabu feldmarsza łek Dybicz, by z bliska przyjrzeć się po lu walki i siłom nieprzyjaciela.

        Sądząc, że Rosjanie przygotowują na tarcie jazdy, dowódca pozostającej do tychczas w rezerwie 4 lekkokonnej ba terii ppłk Józef Bem, któremu „do bo ju zawsze było ochoczo i pilno" wy mógł na Skrzyneckim zgodę (w innych źródłach podaje się, iż otrzymał od te go ostatniego rozkaz) na użycie swej ar tylerii. Bateria otrzymała zadanie szar ży na piechotę rosyjską i spędzenia jej z pola w kierunku Narwi. Zamiarom podpułkownika sprzeciwił się dowód ca dywizji gen. Skarżyński, który uzna jąc zamiar Bema za zbyt niebezpiecz ny, odmówił dania baterii asekuracji ja zdy. Ostatecznie już nie asekurację, ale eskortę w sile dwóch szwadronów dał gen. Wąsowicz.

        Minąwszy znajdujący się już pod ostrzałem piechoty rosyjskiej punkt do wodzenia naczelnego wodza, Bem wyjechał przed baterię, by wybrać stano wiska dla dział.

        Uczestnik tych wydarzeń kpt. Stani sław Jabłonowski wspomina: „Bateria ruszyła z miejsc stępo, ja zaś wiodłem oczyma za podpułkownikiem, bym wie dział, gdzie prowadzić działa. Patrzę, przejeżdża nie tylko linię naszych tyra lierów, lecz i łańcuch tyralierów mo skiewskich. Staje za nimi, wydobywa perspektywę i zaczyna się przypatry wać kolumnom moskiewskim, które w masie od mostu z wolna naprzód po stępowały. Widząc, gdzie stanął pod pułkownik. Zakomenderowałem: „Kłusem! Galopem! – a potem : Marsz! Marsz!...tyralierzy rosyjscy w nogi, nasi za nimi. Że nasz ruch był nadzwyczaj przyspieszony, od razu wpadliśmy pomiędzy Moskali.My cwałem naprzód lecimy, a oni w tymże kierunku między odstępami dział naszych ku swoim co tchu biegną. Żadnemu Moskalowi nie przyszło  na myśl do nas strzelac lub któregoś z nas pchnąć bagnetem, a i kanonierzy nasi nic im nie mówili tak, że kto patrzał  z dalek, mógł sądzić, że razem atak przypuszczamy. Bem odwróciwszy się do baterii  komentuje:

- Stój! Odprzodkój!

...W tejże chwili wielka cisza panowała. Ogień tyralierski naszym ruchem ugasiliśmy, kolumny zatrzymały się... artyleria ich (by nie razić własnej pie choty) przestała była zupełnie strzelać... Podpułkownik Bem daje rozkaz:

 - Od prawego, ognia!

        Jak tylko wystrzeliliśmy z dział parę razy niebawem odezwała się cała linia artyleryi moskiewskiej.... Gdyśmy się raz rozstrzelali to tak wielki dym po wstał i taki kurz od kul nieprzyjaciel skich grunt we wszystkich kierunkach ryjących, że się zupełnie wkoło ściem niało. O dwa kroki od siebie nie moż na było rozpoznać. Naraz huk ustał... dym upadł i śliczne słońce się ukazało w całym blasku.... dział naszych strze lających na placu nie było. Sam podpuł kownik Bem z dobytą szablą jeździł po pobojowisku wraz ze swym trębaczem Hańczem".

        Dołącza do nich kapitan Jabłonowski. „... zawracamy na linii naszego frontu. Tam wszędzie leżały trupy naszych ka- nonierów i koni. W plutonie drugim dwa działa stały odprzodkowane, a przy nich kanonierzy i konie pozabijane na swych miejscach, podporucznik Sachnowski, komendant plutonu śmiertelnie ranny przez odłam granatu... Z tego tak wystrzelanego plutonu jeden tylko po doficer Estko żyjący pozostał".

 Do ataku

        Bem sam wybrał teren do ataku, w miarę możliwości twardy, co umoż liwiało pełne wykorzystanie szybkości i zwrotności artylerii konnej. Jak pisał Roman Łoś, szarża baterii przeprowadzona z „niebywałą brawurą opartą na obliczeniach matematycznych" zupeł nie zaskoczyła przeciwnika. Artyleria carska, nie chcąc razić swej własnej pie choty, która w popłochu „podała tyły" w kierunku przeprawy pod osłonę włas nej artylerii, wstrzymała ogień. Cofają ca się ku przeprawie piechota rosyjska skutecznie zablokowała most, uniemoż liwiając przeprawę pozostających na le wym brzegu oddziałów.

        Wymiana ognia między 12 działami baterii a zdecydowanie przeważającą, bo liczącą ponad 60 armat artylerią ro syjską zmusił ostatecznie Bema do od wrotu. Cel został jednak osiągnięty. Szarża 4 lekkokonnej oraz wcześniej sze natarcie 5 dywizji piechoty wywar ły na Dybiczu ogromne wrażenie. Dzię ki tym pokazom determinacji i odwagi wódz rosyjski, mimo przewagi liczeb nej, nie zdecydował się na przeprowa dzenie zmasowanej szarży kawalerii i do końca dnia wstrzymał działania wojen ne.

        W czasie trwającego 25 minut boju ba teria straciła jednego oficera i czterech kanonierów. Biorąc pod uwagę dyspro porcję sił i fakt, iż stanowiska baterii znajdowały się pod bezpośrednim, sta łym ostrzałem kilkakrotnie przeważa jącej liczbą i wagomiarem artylerii nie przyjaciela, były to straty zaiste niewiel kie. Oczywiście liczba rannych i kon tuzjowanych była znacznie większa.

 Artylerii konnej cześć        W uznaniu zasług ppłk Bem jeszcze na polu bitwy został awansowany do stopnia pułkownika i odznaczony krzyżem Virtuti Militarii

        Jednakże prośba Bema o wyróżnienie tym odznaczeniem czterech najdzielniej walczących kanonierów spotkała się z opryskliwą odpo wiedzią Skrzyneckiego, że za przegra ne bitwy odznaczeń nie daje. „Wcześniej generał rozdawał ordery -jak pisze Jadwiga Chudzikowska, au torka biografii Bema - na prawo i lewo podczas zabaw i festynów różnym arystokratycznym paniczykom, którzy na wet prochu nie wąchali".

        Wieści o szarży wyprzedziły kierują ce się ku Warszawie wojska polskie. „Przechodząc przez stolicę tryumfal ny marsz odbyliśmy – wspomina S. Ja błonowski - lud przyjmował nas po uli cach okrzykami, mieszkańcy zrzucali na nas z okien wieńce i kwiaty...". Do stojącej w koszarach na Powązkach ba terii masowo napływali ochotnicy „a to dla naszej wielkiej słynności". Jednocześnie nie zabrakło zawistnych chcących zbagatelizować i pomniejszyć sukces i zasługi artylerii konnej. Mię dzy innymi gen. Lewiński mówił o „tak zwanej szarży artylerii konnej Bema, która nie mając żadnego celu, oprócz pewnego rodzaju brawury, znowu na nas ściągnęła już ustający ogień nie przyjacielski...".

        Znaleźli się jednak i obrońcy podkre ślający skutki natarcia baterii Bema. Cy towany przez Chudzikowską płk Szum ski odpowiada na kierowane pod adre sem 4 lekkokonnej zarzuty następują co: „Baterią gwardii artylerii konnej, którą w najkrytyczniejszej chwili puł kownik Bem poprowadził, nie tylko po wstrzymał posuwanie się kolumny pie choty nieprzyjacielskiej, ale zadawszy im bardzo ciężkie straty, zmusił znacz ną jej część do cofnienia się. A wyko nał to pułkownik Bem samodzielnie, jak to wszystkim obecnym było wiadomo i jemu tylko wyłącznie zasługa się na leży i nic nikomu uszczknąć się nie da".

        Szarża 4 lekkokonnej baterii ppłk. J. Bema przeszła do historii jako przykład charakterystycznej dla artylerii konnej brawury i „ułańskiej" fantazji. Stąd też w okresie międzywojennym artylerzyści konni bardzo często nawiązywali do tradycji Ostrołęki, a Józef Bem stał się duchowym patronem formacji.

 

 Gazeta Wyborcza , 27-28 maja 2000