Zatopiły je załogi
Wiosną 1939 r. w związku z pogarszaniem się stosunków polsko-niemieckich dowództwo Flotylli Pińskiej przedstawiło szefowi Sztabu Głównego gen. Wacławowi Stachiewiczowi propozycję wydzielenia silnej grupy kutrów i skierowania ich na Wisłę. 1 marca, mimo początkowych oporów gen. Stachiewicza, plan został zaakceptowany. Oficjalny rozkaz formowania Oddziału Wydzielonego "Wisła" ukazał się jednak dopiero 4 kwietnia. Dowódcą zespołu składającego się z sześciu kutrów bojowych i dwóch jednostek pomocniczych (nieco później do OW włączono jako statek sztabowy cywilny holownik "Hetman Żółkiewski") wyznaczono kmdr. ppor. Romana Kanafoyskiego.
Zadania wiślanej flotylli
W połowie kwietnia wszystkie jednostki znajdowały się już na Wiśle. Na bazę OW wyznaczono Modlin. W drugiej połowie czerwca zespół kmdr. ppor. R. Kanafoyskiego został przeniesiony do Torunia, a w początkach lipca do Bydgoszczy. Decyzja przebazowania wynikała z operacyjnego podporządkowania OW dowódcy armii "Pomorze".
Podstawowym zadaniem flotylli była obrona przeciwlotnicza mostów przez Wisłę w rejonie działania armii "Pomorze", osłona środków przeprawowych, przepraw własnych wojsk, zwalczanie przepraw nieprzyjaciela i utrzymywanie łączności między działającymi po obu brzegach Wisły oddziałami gen. W. Bortnowskiego.
Siły przeznaczone do działań na Wiśle były zbyt słabe liczebnie, a ich siła ognia za mała nawet do wykonania części naznaczonych zadań.
W pierwszych dniach wojny kutry skutecznie prowadziły obronę przeciwlotniczą mostów w Bydgoszczy. 2 września jednostki OW osłaniały przeprawę cofających się z tzw. kotła świeckiego oddziałów armii "Pomorze". Część kutrów prowadziła akcję ratowniczą, lepiej uzbrojone i opancerzone ściągały na siebie ogień nieprzyjaciela i osłaniały przeprawę.
5 września cały OW zebrał się w Toruniu, gdzie otrzymał zadanie obrony mostów i składu paliw. W nocy z 5 na 6 września grupa kutrów (KU-4, KU-5, KU-6, KM-12) pod dowództwem bsmt. Wiktora Bonfinga została skierowana w rejon Chełmna, gdzie zniszczyła budowany przez Niemców most pontonowy.
Kierunek: Płock
5 września oddziały armii "Pomorze" rozpoczęły odwrót w kierunku na Warszawę.
Zespół kmdr. Kanafoyskiego został skierowany do Włocławka i podporządkowany dowódcy oddziału wydzielonego 19 Pułku Piechoty, ppłk. Stanisławowi Sadowskiemu. Marynarze otrzymali zadanie obrony przeciwlotniczej mostu we Włocławku. Kmdr Kanafoyski, przewidując dalszy odwrót armii i ustalenie linii obronnych na Wiśle i Bugu, skierował "Hetmana Żółkiewskiego" wraz z zaokrętowanym na nim plutonem desantowym bsm. Jana Niesiołowskiego, oraz krypę paliwową K-6, do Modlina. 8 września ppłk. Sadowski otrzymał, w związku ze zmianą sytuacji oddziałów polskich, rozkaz wysadzenia mostu, marszu do Płocka i przygotowanie obrony prawego brzegu Wisły. W powstałym zamieszaniu kmdr. R. Kanafoyski nie został powiadomiony o opuszczeniu Włocławka przez piechotę. Zgodnie z planami dowództwa armii OW "Wisła" miał zostać podporządkowany dowódcy 27 DP, gen. Drapelli, który zamierzał użyć flotylli do patrolowania i ubezpieczania Wisły na odcinku Włocławek - Płock. Tymczasem kmdr ppor. R. Kanafoyski, niepowiadomiony o zmianie przydziału, miał prawo sądzić, że nadal podlega ppłk. Sadowskiemu. W związku z wymarszem piechoty zapadła decyzja, by w ślad za nią kierować się w kierunku Płocka. Tuż przed opuszczeniem Włocławka doszło do wymiany ognia z oddziałami niemieckiego 50 Pułku Piechoty. Pojedynek z ostrzeliwującymi port czołgami podjął uzbrojony w 37 mm armatę i ckm KU-4, niszcząc jeden, a drugi zmuszając do wycofania. Wykorzystując chwilowe zaskoczenie nieprzyjaciela, kuter wycofał się z portu i dołączył do pozostałych jednostek flotylli.
Woda się skończyła
Odwrót utrudniały pogarszające się z dnia na dzień warunki żeglugowe. Letnie upały powodowały spadek poziomu wód i pojawienie się mielizn, na których osiadały jednostki OW. Ze względu na różne możliwości taktyczno-techniczne poszczególnych jednostek zespół został podzielony na cztery oddziały. Pierwszy stanowił KU-30, drugi ciężki kuter uzbrojony ORP "Nieuchwytny", trzeci KM-12 i KM-13, czwarty KU-4, KU-5, KU-6, krypa mieszkalna K-5 i K-22 holowane przez "Lubeckiego" oraz konwój statków cywilnych - holowników "Kazimierz Wielki", "Dunajec" i kilku berlinek zabranych ze względu na ładunek z Włocławka.
Ostrzeliwany przez niemiecka artylerię i lotnictwo, przedzierając się przez mielizny, konwój wolno posuwał się w kierunku Płocka.
Pod Dobiegniewem "dla taboru i głębiej zanurzonych kutrów - pisze J. W. Dyskant - woda po prostu się skończyła. Załogi przystąpiły do ofiarnej walki ze zdradziecką mielizną - kutry raz po raz odwracały się rufami do kierunku ruchu i zabezpieczając się rzuconymi kotwicami, strumieniami wody wytwarzanymi przez wściekle obracające się śruby przekopywały przejścia w ławicach piasku. Wtedy marynarze zeskakiwali do wody dla odciążenia kutrów, chwytali za łopaty, aby pogłębić przejścia i pchali kutry i krypy do przodu siłą własnych mięśni".
Rozkaz: zatopić!
Rankiem 10 września kmdr Kanafoyski udał się motocyklem do Radziwia, aby zameldować ppłk. Sadowskiemu o trudnościach flotylli i zapoznać się z sytuacją na płockim odcinku Wisły. Jadąc wzdłuż brzegu Wisły, szybko zorientował się w trudnościach, jakie czekały płynące w kierunku Płocka kutry i barki. Wielkie łachy piachu rozpościerające się na wysokości Uniejewa i Brwilna ciągnęły się niemal do Płocka. Najniższy od lat poziom wody zmniejszał się z godziny na godzinę. Dotarcie do Modlina było praktycznie niemożliwe, przynajmniej dla większości podległych mu jednostek. Los flotylli był przesądzony.
9 września do Płocka wkroczyli żołnierze niemieccy z 3 Dywizji Piechoty. Oba mosty były zerwane. Na lewym brzegu rzeki, na Radziwiu stały oddziały Oddziału Wydzielonego ppłk. Sadowskiego. Powiadomiony o sytuacji flotylli sztab armii wydał rozkaz "Zatopić! Z powodu dużego ognia niemieckiego i niskiego poziomu wody na Wiśle.
Załogi skierować do Modlina".
Tymczasem mimo niskiego stanu wody konwój dopłynął do Karolewa. Przed nim była jednak jeszcze mielizna pod Uniejowem. Bez większych problemów pokonał ją mający najmniejsze zanurzenie KU-30. Z dużym trudem przedzierał się przez łachy piachu CKU "Nieuchwytny". Pod Uniejowem do flotylli dotarł jej dowódca. Widok bezskutecznie usiłujących przedostać się przez mieliznę kutrów i barek ostatecznie utwierdził go w przekonaniu o konieczności zatopienia flotylli. Przywiezione przez niego rozkazy spowodowały protesty marynarzy. Padły propozycje zatopienia taboru, który opóźniał cały konwój i kontynuowania działań flotylli. Po południu jednostki zespołu czwartego wpłynęły do zatoki pod Duninowem Nowym. Rozpoczęto przygotowania do zatopienia - otwierano zawory denne, wybijano dziury w poszyciach kadłubów, niszczono silniki i urządzenia pokładowe, demontowano i zatapiano uzbrojenie. Zniszczono dzienniki okrętowe, książki szyfrów i księgi ewidencyjne. Zakończyły tu swój szlak KU-4, 5, 6, krypa mieszkalna K-5 i K-22, gliser nr 6, holownik "Lubecki" oraz tabor cywilny flotylli. Schodząc na brzeg, załogi zatopionych kutrów zabrały ze sobą jedynie broń osobistą, dwa ckm na podstawach lądowych z K-5 i racje żywnościowe.
Tymczasem "Nieuchwytny" i towarzyszące mu kutry meldunkowe KM-12 i KM-13 rozpoczęły forsowanie mielizny pod Wolą Brwileńską. Dysponujący większą prędkością "Nieuchwytny" wysforował się znacznie do przodu. Pozbawione osłony kutry meldunkowe ostrożnie posuwały się w górę rzeki. Tuż za Brwilnem KM-13 uzyskał wiadomość, że Płock jest już zajęty przez Niemców. Zdecydowano zawrócić. Pod Wolą Brwileńską na rozkaz kmdr. Kanafoyskiego załogi opuściły kutry i po zniszczeniu dokumentacji zatopiły je.
W tym czasie "Nieuchwytny" płynął w górę Wisły zmagając się z blokującymi koryto rzeki mieliznami. Podczas pokonywania kolejnej łachy załoga zauważyła obserwujące wysiłki kutra niemieckie patrole. Dowódca por. mar. Koreywo zdecydował się zatopić prawie unieruchomiony kuter. Rozkaz o mało nie doprowadził do buntu załogi - domagano się przebijania do Modlina, nawet wbrew rozkazom dowódcy. Ostatecznie jednak na wysokości Popłacina kuter wpłynął na głębszą wodę i po zdemontowaniu zamków dział i ckm oraz uszkodzeniu silników został zatopiony.
Oddział Wydzielony "Wisła" przestał istnieć.
Tymczasem KU-30, jedyny, który zdołał przepłynąć rozciągające się pod Płockiem mielizny, znalazł się na wysokości osadzonego już przez oddziały niemieckie miasta.
Ścigacz skonstruowany przez polskich inżynierów w końcu lat 30. był jednostką eksperymentalną. Do jego budowy użyto alupolonu - stopu o doskonałych właściwościach konstrukcyjnych. Ostry dziób, specjalnie wyprofilowana podwodna część kadłuba, łukowato wygięte na zewnątrz nadburcie powodowały, że kiedy kuter szedł pełną prędkością (do 46 km/godz.), woda wznosiła się po obu burtach na wysokość nadbudówek. Powstałe w ten sposób "wąsy wodne" stanowiły dodatkową osłonę przed ostrzałem.
Około południa na zmniejszonych obrotach ścigacz ostrożnie minął oba płockie mosty. Zauważony i ostrzelany z broni maszynowej przez Niemców, zwiększył obroty i podjął trwającą kilkanaście minut wymianę ognia. Minąwszy Płock, kuter zatrzymał się przy Kępie Tokarskiej. Załatano przestrzelony w kilku miejscach kadłub. Po południu po nieudanych próbach nawiązania łączności radiowej z pozostałymi jednostkami OW, nie doczekawszy się pozostałych jednostek zespołu, kuter ruszył w kierunku Wyszogrodu. Kilka kilometrów przed tym miastem na wysokości wsi Łady-Drwały nastąpiło spotkanie ze stojącym na lewym brzegu "Żółkiewskim" i krypą K-6. Wyszogród był już zajęty przez oddziały niemieckie, płonął wysadzony przez polskich saperów most. Powolny, nieuzbrojony statek i towarzysząca mu krypa nie miały szans na przedostanie się między zwalonymi przęsłami mostu. Zaokrętowany na "Żółkiewskim" pluton desantowy OW zszedł na lewy brzeg z zamiarem dotarcia lądem do Modlina.
KU-30 dotarł do Modlina
Wprowadzony w sytuację dowódca KU-30 bsm. Edward Adamuszek postanowił przebić się przez zwalone przęsła mostu w Wyszogrodzie. Od spotkanego przed miastem wodniaka Edmunda Zdrojewskiego uzyskano informacje o położeniu niemieckich pozycji i warunkach nawigacyjnych na odcinku Wyszogrodu. Około godziny 17 KU-30 wolno zbliżył się do miasta. Dostrzeżony przez nieprzyjaciela ruszył pełną mocą silników i pierwszy otworzył ogień. Z brzegu odpowiedziały niemieckie karabiny maszynowe i małokalibrowe działka. Pod gęstym, prowadzonym z niewielkiej odległości ogniem nieprzyjaciela kuter przeszedł pod zwalonymi przęsłami mostu. W Czerwińsku ścigacz zatrzymał się na krótki postój - opatrzono rannych, załatano liczne przestrzeliny. Pod wieczór KU-30 dotarł do Zakroczymia. Rankiem następnego dnia wszedł w skład załogi Modlina. Przydzielony do oddziału mjr. Wiktora Klimowicza wziął udział w obronie twierdzy. 28 września, w dniu kapitulacji, KU-30 został zatopiony przez własną załogę.
Jak potoczyły się losy kutrów OW?
Według ustaleń Dyskanta - CKU "Nieuchwytny" i KU-6 zostały wydobyte przez Niemców pod koniec 1939 r. Po remoncie i zmianie nazwy na "Pionier" pełnił służbę patrolową na Wiśle. W 1944 r., w czasie Powstania Warszawskiego z jego broni pokładowej ostrzeliwano pozycje powstańcze na Starówce i Powiślu.
KU-6 po zdemontowaniu uzbrojenia pod nazwą "Puma" został przeznaczony do służby pomocniczej w stoczni płockiej. Pod koniec 1944 r. obie jednostki zostały po raz drugi zatopione pod Płockiem przez własne załogi. Po wojnie kutry zostały wydobyte i po wyremontowaniu wcielone do Polskiej Marynarki Wojennej; "Nieuchwytny" vel "Pionier" jako CKU "Okoń", a KU-6, późniejsza "Puma", jako KU "Lin". Po kilku latach "Lin" został wycofany ze służby, "Okoń" zakończył służbę w 1973 r.
Szczególnie poszukiwany przez Niemców ze względu na nowatorskie rozwiązania konstrukcyjne był KU-30. Wydobyty latem 1940 r. został prawdopodobnie odholowany do stoczni w Płocku. W 1944 r. brał podobno udział w działaniach na Haweli. Cztery lata po wojnie w jednej ze stoczni odrzańskich odnaleziono zdemontowany ścigacz przypominający KU-30. Jego dalsze losy są nieznane.
Gazeta Wyborcza, Gazeta na Mazowszu, 2000, nr 211